• Wpisów:13
  • Średnio co: 97 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:16
  • Licznik odwiedzin:1 640 / 1367 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cześć,
Jestem tu ponieważ od dwóch dni nie opuszcza mnie uczucie, że Monika była tylko wytworem mojej wyobraźni. Nie jestem pewien czy dobrze postąpiłem wchodząc tutaj. Moje samopoczucie wcale się nie polepszyło, a może wręcz przeciwnie? Nie wiem nawet po co to pisze, abyście wiedzieli? Wiedzieli że jej już nie ma. W środę po południu po prostu zasnęła jak to zwykle, z jedną różnicą. Już się nie obudziła. Tego samego dnia już mnie nie rozpoznawała, to mnie bolało. Pieprzone udawanie że jest OK, kiedy czytam te wpisy wynika z nich że była taka silna. To prawda była, ale nie aż tak silna jak książka pisze. Serce mi pękało jak patrzyłem na jej cierpienie, kiedy już ciężko było jej pić i jeść, kiedy uniesienie dłoni sprawiało jej trudności. Tydzień temu w piątek płakała i prosiła aby nie podawać jej morfiny, mówiła że ból to jedyny dowód dla niej samej że jeszcze żyje. Ale ból zwyciężył...rodzice nie mogli patrzeć jak cierpi, ja zresztą też. Nie mogę więcej napisać, nie chce. Wspomnienia o tym mnie bolą. Już wiecie.. ona chciała by abyście wiedzieli.
Kacper.
  • awatar ♦ Nieogar: Bardzo mi przykro :/ Rozumiem, że to musi być dla Ciebie trudne, dla niej też było. Pamiętaj jednak, że teraz już nie odczuwa tego bólu. Odeszła, ale nie musi się już męczyć. Pozdrawiam, Patrycja
  • awatar kreacjażycia: dzięki za informacje . pomodlę się za nią
  • awatar paw2001: Osobiście nie znałam Moniki ale po jej wpisach wnioskuję że była bardzo silna ..... dziękuję że nas poinformowałeś , wyrazy współczucia .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Myślę że to będzie mój ostatni wpis. Nawet tego wpisu nie jestem w stanie sama napisać tylko dyktuje go Kacprowi. Heh..musiałam go długo namawiać do napisania pierwszego zdania tego wpisu, ale cóż czuję to. Nie żebym myślała negatywnie, ale okłamywanie samej siebie jest bezsensowne. Nie jest źle, pielęgniarka przychodzi codziennie, Kacper czyta mi książki.. i bardzo bardzo chciała bym tego słuchać, niestety po 10 min ogarnia mnie senność. Boli? Nie boli. Czyż nie powinnam się cieszyć? Niektórzy umierają w cierpieniu, w bólu. Czasami są gorsze dni, niektóre dziewczyny mogą to sobie porównać z kobiecymi dniami. Czasami właśnie mam straszne humory, jestem chamska dla wszystkich i wszystkich o wszystko obwiniam. Jak mi przechodzi, zawsze nadchodzi poczucie wini. Nie mam prawa nikogo obwiniać. Tak sobie teraz myślę.. że zwykle kiedy ktoś umiera (np. Matka jakiegoś dziecka ) mówią że " Bóg tak chciał". Mam wrażenie że ludzie wierzą w Boga aby mieć kogo obwinić. Bóg tak chciał. To takie proste.
Dziękuję wszystkim za wsparcie (: Może kiedyś się spotkamy w innym życiu..mam nadzieje że nie będę w nim łysa.. heh. Więc jak spotkacie kiedyś brunetkę z prostą grzywką wielkimi brązowymi oczyma to będę ja!
  • awatar Wszystko Co Kocham <3: Cholera. Mogła bym napisać.. że mi przykro blablabla. Ale tak nie jest, nie chce abyś zrozumiała to tak że nie mam w sobie za grosz empatii. Myślę że celem założenia tego bloga było to aby uświadomić nam jak cenne jest życie, a nie po to aby było nam przykro. Owszem, współczuje Ci, umierasz zbyt młodo.. ale umieranie to ludzka rzecz.. nigdy nie ma na nią dobrego momentu w życiu. Nie ważne czy masz 14, 20,30 czy 60 lat. Nikt w żadnym wieku nie chciał by umrzeć.. chyba że jest w depresji, ale to już inna beczka :) Mam nadzieje że będziesz szczęśliwa.
  • awatar Gość: Boze, jest mi tak przykro, swoimi wpisami napewno pomoglaś wielu osobom. A mnie nauczylaś zauważać male rzeczy, doceniac to co mam. Dziękuje że tutaj byłaś! Jesteś cudowna!
  • awatar SheIsWinchesterGirl: Nie chcę, żeby ten wpis był ostatnim. Może nie jest, nie poddaj się. Jeżeli czujesz inaczej, nic nie poradzimy... ale duchem wszyscy jesteśmy z Tobą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Moje życie składa się ze snu. Śpię praktycznie przez cały czas z 2-3 godzinnymi przerwami na "życie". Nie narzekam. Śnią mi się całkiem przyjemne sytuacje.. i wcale nie chce się z nich wybudzać. Może tak będzie wyglądać śmierć? Może usną otoczona snami marzeń.. to dość dobra perspektywa. Magda odwiedza mnie coraz rzadziej, chyba ją to przerosło.. jest taka wrażliwa i delikatna. Rozumiem, nie mam jej tego za złe. Rodzice cały czas szukają magicznego rozwiązania, tak strasznie się łudzą i nie dopuszczają do siebie myśli że umrę. Mamę boli to najbardziej, miała wielkie problemy z zajściem w ciąże.. aż w końcu się udało...ale zanim tak się stało poroniła z 3 razy. I proszę..kolej na mnie..już bardziej jej mi żal niż mnie samej. Czuję się tak okropnie pusto, nie mam co z sobą zrobić, okropne jest uczucie bezsilność. Nie polecam. Chciała bym jeszcze dać wam jedną..radę? z własnego doświadczenia. Starajcie się z dnia wycisnąć jak najwięcej..tyle na ile to możliwe. Bo nawet nie wiecie kiedy może się okazać że już nie wiele wam dni zostało na zrobienie tych wszystkich rzeczy które odłożyliście na potem.
  • awatar Naatt.: Dziękuję Ci za to,że jesteś i uświadamiasz Nas tu wszystkich w wartości życia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wiem że zrobiłam sobie małą przerwę. Miałam ciężkie dni (: Zdarza się. Właściwie nie mam o czym pisać bo nic się nie dzieje, i kiedy zasiadam tutaj i mam zamiar o czymś napisać to robi mi się po prostu przykro bo uświadamiam sobie że moje życie jest strasznie nudne. Powinnam wam teraz podrzucać jakieś internetowe cytaty w stylu " żyj jakby nie było jutra". Nie cierpię tego powiedzonka. Dajmy na to taka 13-letnia ja, chce żyć według tego cytatu.. i niby jak. Gdyby nie było jutro nie poszła bym do szkoły ( jako 13-latka, jeszcze prze chorobą) A jednak musiałam tam chodzić.No cóż.. to jest po prostu nie wykonalne moim zdaniem. Myślę że lepiej było by wam powiedzieć " żyjcie tak, aby wieczorem przed snem myśleć " to był dobry dzień!" ... to jest bardziej praktyczne.
Ja wiem wiem.. że mam wspaniałych rodziców, mam Magdę i Kacpra, ale no cóż! Kiedy człowiekowi zostaje niewiele życia chciałby czegoś więcej! Pff znalazła się marudna księżniczka..
  • awatar SheIsWinchesterGirl: piszesz bardzo dorośle jak na swój wiek. Bardzo dobrze to ujęłaś. Nie każdy docenia życie, które dostał.
  • awatar kreacjażycia: zgadzam się z tobą jeśli chodzi o to powiedzenie . może przez ten wolny czas zajęłabyś się swoją pasją albo ją odnalazła ?może to ci umili czas . życzę powodzenia
  • awatar ♦ Nieogar: To nie tak, że jesteś marudna. To zrozumiałe, że jesteś oburzona na swój los.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Co robię tu o 1:38? Około 22 odzyskałam,przytomność...wrócilam do szpitala, nie wiem czemu. Stan się nie pogorszył zaskakująco poprostu rodzice nie mogli mnie obudzic pewnego ranka i spanikowali. Nie dam rady napisać więcej ponieważ jestem na telefonie i paluchy mi trochę drżą, związku z tym przepraszam za błędy. A więc oglaszam wszem i w obec jeszcze jestem na tym świecie! (;
 

 
Dzień jak co dzień. A może nie?
Spędziłam dziś dzień raczej tak.. w gronie rodzinnym. Pisząc rodzinnym mam na myśli ja i moi rodzice. Wszyscy się uśmiechali, czułam jak rodzice się cholernie starają. To miłe. Oglądnęliśmy film "Forrest Gump". O którym usłyszałam pierwszy raz na blogu " Wszystko Co Kocham <3 " [ P.S. Bardzo się wszystkim spodobał (: ]
W między czasie wpadła do mnie pielęgniarka..miła pani w średnim wieku.. nie biorąc pod uwagę faktu że dźga mnie igłą.
Po skończonych lekcjach oczywiście jak co dzień przyszedł do mnie Kacper. Mam wyrzuty sumienia że poświęca dla mnie tak dużo czasu. Co z jego nauką? Nie chce żeby spieprzył swoje oceny przez ze mnie. Dziś jednak nie był to zwykły kiedy mnie odwiedza.. i oglądamy razem film lub czyta mi książkę. Dziś przyniósł mi wspaniały prezent! A mianowicie psa. Małego szczeniaka którego od razu pokochałam! jest śliczny. Teraz śpi sobie słodko na końcu mego łóżka grzejąc mi stopy. Jest trochę wystraszony.. ale to chyba normalne. Chciała bym z tego dnia wycisnąć wszystkie pozytywy.. i je tu zapisać. I myślę że limit się wyczerpał na ten dzień. Chociaaż..niektórzy są tak zabiegani że nie mają chwili wytchnienia.. i marzą o chwili odpoczynku. Ja go mam cały czas. To już trochę wymuszony pozytyw całej sytuacji.. ale to nic! Przecież każdy się liczy..
  • awatar ♦ Nieogar: Bardzo mi imponujesz. Mówi się, że Ci, którzy umierają, mają mnóstwo odwagi. Może i jest to prawdą. Nie wiem, czy mnie zrozumiesz, ale brak odwagi również jest odwagą. Dlaczego? Bo po prostu żyjesz. Czuję się w obowiązku, by podesłać Ci ten link. http://niepoprawna1234.pinger.pl/m/22969403
  • awatar SheIsWinchesterGirl: Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego jak malo czasu mamy dla rodziny. To smutne, że raz w tygodniu obejrzymy razem film. Tak jest u mnie, a nawet nie do końca bo taty nie ma ciągle. Może powinnas zawsze wyciągać jakieś pozytywy z dnia, który minął? Może to pomoże w Twoim samopoczuciu? :) No i zapraszam do mnie, może znajdziesz coś co Cię rozweseli :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie jestem w sumie pewna co napisać. Dziś był zwykły dzień. Bez żadnych atrakcji, spędziłam go sama z kubkiem herbaty oglądając jakiś dramat. Bo przecież lepiej użalać się nad życiem kogoś kto nawet nie istnieje, niż nad swoim. Myślę że tak już będzie wyglądał każdy mój wpis.. co jest nieco nudne. Ale takie są realia, niestety nie to jest film typu " Gwiazd Naszych Wina" czy jakiś inny. To trochę dołujące, ale jednak prawdziwe. Nie pojadę do Amsterdamu pogadać z jakimś autorem jakiejś książki, nie zakocham się, jak to w filmach bywa. Teraz człowiek powinien cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy, bo w sumie tylko to mu pozostało. Powinnam się cieszyć że budzę się po raz kolejny, powinnam się cieszyć uśmiechem mamy czy Kacpra. W takich chwilach, choroba zmusza nas do zwolnienia. Gdzieś to było.. w jakimś filmie chyba " Trzy metry nad niebem". Hugo tam powiedział: "...ale nagle pojawia się ktoś kto sprawia że chcę zwolnić, a kiedy zwalniasz zauważasz wiele rzeczy. Zauważasz że między butelkami stoi puchar z zawodów tanecznych, że leci piosenka ( nie pamiętam tytułu),że Rossana poszła by za tobą na koniec świata. Zauważasz drobiazgi, przy twojej córce zwalniam " Ja niestety nie mam tyle szczęścia , to nie miłość, to białaczka mnie spowolniła. Zmusiła mnie do tego, postanowiłam oswoić się z myślą niespełnienia marzeń.. nie wiem czy to możliwe. Zacznę cieszyć się drobiazgami. Tylko to mi pozostało.
W sumie trochę pogmatwany ten wpis.. i nie jestem pewna czy zrozumieliście to co chciałam wam przekazać.
Myślę.. że mimo tego że nie umieracie. Powinniście zacząć cieszyć się drobnostkami (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

~V~

Chciała bym napisać, bardzo chciała bym napisać że to był dobry dzień. Jednak tak nie było, powiedziała bym nawet że to był najgorszy dzień mojego dotychczasowego życia.
Wróciłam do domu i powędrowałam do pokoju. Ujrzałam na ścianie tablice zrobioną przez ze mnie 2 lata temu. Na samej górze napisane jest " Before I die, I want:" Kiedy moje oczy zobaczyły to wszystko poniżej tego napisu coś we mnie pękło. Człowiek jest w stanie udawać że jest OK, jednak prędzej czy później przychodzi taki moment że ukrywane emocje wychodzę z nas.. z potrójną siłą i to był właśnie ten dzień. Wszystkie rzeczy zaczęły latać, książki z półek.. lusterko, obrazy.. zdarłam wszystkie plakaty krzycząc przy tym. A to wszystko dlatego że ogarneło mnie to okropne uczucie, uczucie że nigdy nie spełnię tych wszystkich marzeń. Nigdy nie pojadę na woodstock. Nigdy nie będę na studiach. Nigdy się szaleńczo nie zakocham. Nigdy nie urodzę dziecka. Nigdy nie wyjdę za mąż. Nigdy nie zdam matury. Nigdy nie kupię VWT2. Nigdy nie pojadę na festiwal kolorów. Nigdy nie zrobię tatuażu. Nigdy nie napiszę książki. Nigdy nie będę miała własnego salonu fotograficznego. Nigdy nie zwiedzę świata. Nigdy nie stracę dziewictwa. Nigdy się nie pocałuje. Nigdy się na nachlam na imprezie. To wszystko tak bardzo mnie przytłoczyło. Teraz kiedy już trochę ochłonęłam zastanawiam się skąd miałam w sobie tyle siły żeby się tak na wszystkim wyżyć? Dobrze że nie chwyciłam za laptopa..
Mój szał emocji zatrzymał Kacper. Złapał mnie mocno unieruchamiając mnie. Chyba z 15 min staliśmy tak, byłam w niego wtulona. Wszystko w tedy ze mnie wypłynęło.. tym razem to ja rozpłakałam się jak dziecko. Później położyliśmy się w moim małym łóżku, jak za dawnych czasów. Oczywiście ja po 5 min usnęłam.
 

 
Chciała bym się przespać.. jednak ból mi nie pozwala. Oczywiście mogła bym nacisnąć biały przycisk wzywający pielęgniarkę która przyleciała by z morfiną. Ale nie, nienawidzę tego uczucia, uczucia bezwładności. Po morfinie czuję się co najmniej jak roślinka. Ból przypomina mi o tym że jeszcze żyję.
Dziś był chyba dobry dzień. Odwiedził mnie mój najlepszy przyjaciel, którego kocham z całego serca. Kacper. Kacper urwał ze mną kontakt dowiedziawszy się o mojej chorobie. Byłam na niego taka wściekła! Bał się mnie! Dziś odwiedził mnie.. po 6 miesiącach. Usiadł przy mnie, zapadła ta głupia cisza. W końcu powiedział " przepraszam". Znam go bardzo długoo, a mianowicie od urodzenia.. razem spaliśmy w jednej kołysce podczas spotkania naszych rodziców. Nigdy, nigdy nie widziałam go w takim stanie. Nigdy nie widziałam żadnego faceta w takim stanie. Rozpłakał się przy mnie jak dziecko. Mówił " nie chce żebyś mnie zostawiła". Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, przytulił mnie mocno.. w tedy powiedziałam wymuszając wesoły głos " Ejj ejj.. już dobrze dobrze wybaczam, wybacz tylko mnie nie uduś.. jeszcze nie umieram" Jego czerwona od płaczu twarz trochę się rozjaśniła. Posiedział jeszcze ze mną i wyszedł.. jakieś 3h temu. Teraz myślę o tym.. od początku chciałam znaleźć jakieś pozytywy w tej sytuacji. I chyba dziś znalazłam. Nie wszyscy umierający mają to szczeście.. to szczęście bycia kochanym. Ja jestem kochana, i to w jakiś sposób mnie pociesza. Że zostaną po mnie jakieś wspomnienia, że mogę z kimś pogadać. Z drugiej jednak strony.. to wszystko sprawia że tak bardzo nie chce umierać! Nie chce opuszczać tych wspaniałych osób które tak bardzo kocham! Jednak śmierć jest nieunikniona.
W dwóch przypadkach chora na białaczkę osoba wraca do domu. Albo jest już na tyle zdrowa by normalnie funkcjonować albo już nie ma dla niej ratunku, i lekarze chcą aby chora osoba spędziła ostanie chwile w gronie rodziny. Ja wychodzę, jutro. I to wcale nie z powodu polepszenia stanu zdrowia.
  • awatar Naatt.: Kochana... ja zupełnie nie wiem co powiedzieć.. Po prostu czuję się bezsilna.. chciałabym być teraz obok Ciebie i Cię zwyczajnie przytulić.. rozmawiać o wszystkim i o niczym...zwyczajnie być... Ciesze się,że masz osoby dla których jestes jak powiedziałaś"Kochana" Prosze nie poddawaj się.. To ze wychodzisz nie musi oznaczać,ze już jest na tyle źle..że Cię wypuszczają do rodziny.. Może chcą dać Ci odrobinę normalnego życia, żebys nabrała siły do dalszej walki... Nie umrzesz,słyszysz? Nie teraz... Nie mozesz się poddawać. Jesteś tu i teraz. I to się liczy. Jesteś tu z nami.. pisz często.. dawaj znac jak się czujesz...proszę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po powrocie do szpitala.. zaczęłam bardzo bardzo długo spać. Choroba uderzyła ponownie, konieczny był przeszczep szpiku. Jednak nikt z rodziny nie mógł mi pomóc.. musieliśmy czekać. Już nie wróciłam do szkoły od około 3,5 miesiąca stale leże w szpitalu. W końcu znaleźliśmy dawce.. jednak przeszczep się nie udał, lekarz tłumaczył mi że mój organizm nie zaakceptował obecności czegoś obcego. Tak więc robiło się coraz to gorzej, aż do teraz. Teraz siedzę w łóżku sama.. z laptopem. I piszę, czuję że to przynosi mi ulgę. Chciałam pogodzić się ze świadomością że umrę, ale prawda jest taka że jest to nie możliwe. Chociaż nie wiem jakbym chciała to będzie mnie prześladować, przecież nikt nie chce umrzeć. Naprawdę się boję.. boję się tego co będzie potem. Czasami zazdroszczę wierzącym w Boga, są tak święcie przekonani że tam, tam jest lepiej. Jednak ja nie wiem co będzie potem i to mnie przeraża. Nie wierzę w Boga, nawet gdybym wierzyła myślę że miała bym do niego niesamowite wyrzuty! Bo dlaczego właśnie ja?! Cholera. Skoro "bóg" chce mnie już u siebie.. to nie mogę umrzeć w wypadku samochodowym albo czymś? Zamiast tego muszę cierpieć i czekać na śmierć widząc zmarniałe twarze moich rodziców. Nie godzę się na to.
  • awatar kreacjażycia: Bóg nie bez powodu wybrał ciebie , wybiera ludzi , którzy są silni i poradzą sobie
  • awatar xostreetdancexo: Bóg kocha swoje dzieci.
  • awatar Naatt.: @#PAMIĘTNIK ŚMIERCI#: Ale prosze nie poddawaj się. Nie żegnaj się z życiem, ale czerp maksymanie tyle ile jestes w stanie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Przez dwa miesiące leżałam w szpitalu, przeszłam chemioterapie. Polepszyło mi się. Naglę w wszystkich obudziła się iskierka nadziei. Wszyscy tego potrzebowaliśmy. Mama była przy codziennie, przychodziła w każdej wolnej chwili, a tata pracował za dwoje. Byłoo mi tak bardzo przykro i głupio, czułam jak bardzo ich obciążam. Odwiedzała mnie też przyjaciółka, Magda. Jest osobą bardzo wrażliwą i często przy mnie płakała. Miałam wrażenie że role się odwróciły, to ja pocieszałam ją nie ona mnie. Ze względu na nudę siedziałam dużo na internecie, czytałam wiele historii ludzi którzy przeszli tą chorobę.. i raz przeczytałam " Wiara czyni cuda" Postanowiłam bardzo mocno uwierzyć w to że jestem zdrowa, że chce być zdrowa. Że będę zdrowa i nie mam innej opcji. Słowo śmierć do mnie nie docierało. Postanowiłam myśleć optymistycznie. I to było dobrze, widziałam że udziela się to otoczeniu. Widziałam że mama czuję się lepiej widząc że się uśmiecham. A uśmiechałam się stale mimo że cholernie bolało. Wszyscy zaczęli mi wierzyć że wszystko jest coraz lepiej i że boli coraz mniej. Pewnego razu przyszedł lekarz mówiąc że mogę wrócić do domu i nawet szkoły. Byłam taka szczęściła! Uczucie nie do opisania.. dosłownie wybiegłam ze szpitala.. po czym dostałam lekkiej zadyszki i mały ochrzan od mamy która zaczęła się od nowa martwić że coś mi się stanie w szkole. Oczywiście wszyscy w szkole musieli być powiadomieni że jestem chora, byłam za to bardzo zła bo wiedziałam że wszyscy będą traktować mnie jaj jajko, żeby tylko się nie stłukło!
Moja łysa głowa stała się znakiem rozpoznawczym w szkole. Wszyscy byli dla mnie tacy mili.. to mnie tak strasznie wkurzało! Dziewczyny które niegdyś nazywały mnie dziwką..teraz były takie milutkie! Były milutkie dla białaczki. Czyli trzeba być chorym aby wszyscy Cię kochali? To smutne. Długo się nie nacieszyłam wolnością bo po około 2 tygodniach, na języku angielskim poczułam straszliwy ból. Potem spanikowana Pani. Karetka. Szpital. Rodzice. Witaj z powrotem kochana chorobo!
 

 

~I~

-Z białaczką da się żyć.- Powiedział łysy lekarz, niezbyt przekonującym tonem kierując wzrok najpierw na tatę, potem na mnie a następnie na mamę.
W sali zapanowała cisza, wręcz namacalna cisza. Wszyscy czuliśmy to napięcie. Pierwsza zabrałam głos.
-Czy umrę? - zapytałam jakby niewzruszona w porównaniu do moich rodziców którzy nie byli w stanie opanować emocji.
-Jest duże prawdopodobieństwo, że chemioterapia da oczekiwane efekty, jednak nie jestem w stanie niczego obiecać.
-Trzeba jak najszybciej rozpocząć leczenie!- wtrącił się mój tata, głos mu drżał.
-Słusznie, najlepiej będzie jak teraz pojedziesz do domu, spakujesz się i wrócisz do szpitala. Od razu zaczniemy działać.
Każde słowo jakie zostało wypowiedziane w tym gabinecie odbiło się ode mnie, jakbym była uwięziona w bańce mydlanej.. żadne słowo do mnie nie docierało. Miałam wrażenie że słucham jakiejś historii, tak miałam wrażenie że jestem słuchaczem, że to wcale nie dotyczy mnie.
W samochodzie panowała okropna cisza, nie do zniesienia. Jednak nie przerywałam jej, bo co niby miałam powiedzieć? "-Nie martwcie się, będzie dobrze" ? Tak więc w ciszy dotarliśmy do domu, rodzice weszli do budynku, ja natomiast zatrzymałam się na gangu.
-Dlaczego nie wchodzisz? - zapytała mama.
-Muszę się przejść.
Wyszłam więc, oddychałam głęboko łapczywie wdychając letnie powietrze. Weszłam do lasu, nigdy nie udałam się sama tak daleko.. usiadłam oparta o pień jednego z drzew. I zaczęłam odtwarzać od nowa całe zdarzenie w gabinecie.
Słowa lekarza dudniały mi w uszach, jednak ja cały czas wmawiałam sobie że to nie ja. Czasami czytając książki mamy wrażenie że jesteśmy głównym bohaterem, że przeżywamy te wszystkie zdarzenia. I ja miałam tak samo, myślałam że czytam jakąś książkę.. że jestem obok w rzeczywistym świecie. Cała i zdrowa. Szczęśliwa.
 

 
Witajcie!
Na imię mi Monika, mam 14 lat i choruje na białaczkę.. od 6 miesięcy. Krótko ujmując umieram.. i potrzebuję to z siebie wykrzyczeć.. a że w szpitalu należy być cicho musiałam znaleźć na to inni sposób.. i to tak tu się znalazłam Chciała bym napisać opowiadanie.. na podstawie własnych przeżyć
Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›